Szaniawski, Jerzy: Zegarek; Q 398
- 4 Jan: Tylko pan mecenas Pyr. Szef: Przecież mecenas Pyr nie ukradł mi zegarka! Kto tu "był jeszcze? Jan: Nikt. Oprócz pana mecenasa nie było nikogo. Szef: Przypomnij sobie. Może jakiś żebrak czy ktoś o zmianę pieniędzy, czy ktoś inny do licha, no nie wiem sam, gadaj! Wyłupiłeś oczy,gapisz się na mnie - gadaj ~ do kroćset! Jan: Ja... ja... nie... to jest... tu napewno był tylko pan mecenas. Szef: (niecierpliwie) Więc mecenas ukradł zegarek? Jan: Ale skąd, co znowu? Przecież nie wchodził za ladę i goTfelotki nie otwierał... Szef: Ko chyba, że to żarty - takie przypuszczenie... A poza tym ktoś z ulicymógłby zegarek ukraść, tylko w takim razie, gdyby oglądał kilka sztuk, brał do ręki, targować - taić i wypadek już miałem - ale tu, musiałby przyjść za ladę,wiedzieć, gdzie wisi kluczyk, otworzyłby gablotkę... Przecieżbyś zauważył... Jan: Kie... nie było nikogo, co by otwierał.. . Może... może sam pan szef - przed wyjściem wyjął ten . zegarek i .. . x Szef: Ja? Ja wyjmowałem zegarek? i jabym o tym nie wiedział? Ty tu kpić jeszcze ze mnie będziesz? Jan: Ja przepraszam... ja nie mówię,że to pan szef... tylko...ja sam. ..nie mam pojęcia,co się mogło stać...