Niewiarowicz, Roman: „Znajda”; Q 158

- 38 ­i'I UK Nie ranie oczy mydlić. Kie bój się. Przenicuję każdego psiakrew do ostatniej podszewki. Mule tara na karose­rię nie weźmie. ńotor to grunt. To ty rayśliss, te to się już zaczyna ? BCGDnB Co ? ?L. .JK lio to, co to takie jak w dodatku sportowym. .. wiosenne bieganie czy jak ? BOGDAN Bi eg wio senny . FLOREK 0 to właśnie. V ; / .U Li da dzień a zjawi się pierwszy kandydat. Ile kopy ich będzie. ' r FLC : A. Jui j; ich przypilnuję. Żaden mi nie z® wali. (dzwonek) To e'ni :'o (wychodzi i wraca ) Bogdai^ kandy­dat przyszedł, (wchodzi hKlITífí.L'.I z ogromny- pudrem cukrów, lat 68, akcent wybitnie kresowy) PRBüJiü Kolityńaki jestem. BOGDnB Ojciec panny Dzitkl ? Ouże sam. BOGDAN (przedstawiając się) Tamicki. TRLA .i Bardzo rai raiło. BtGOüK łan iekułfca, drugi opiekun Krysi, PR22E3 (podając rękę Florkowi) A słyszał ja od Bzitki. Koli­tyński. raardzó się cieszę z zspozna ia panów. BCG.iD (uskakując krzesło) Proszę bardzo. PRE2S3 Dziękuję. (eieda) To juk widzę mnie piérwezemu byó się przyszło. A lúoja pa.^iy jeszcze tu nie zaszły ? BOGBAN właśnie ńrysia wspominała, że panna Bzitka i pan pre­zes wybierają się do nas. (PREZES trzyma pudło na kola nach, FLOREK ogromnie mu sio początkowo nie podobe, przyglądają się sobie podejrzliwie, chwilowa ta animo­zja b.szybko mija) PREZES I ta druga z nami byłe, Lula. Hazera my mieli przyjść

Next

/
Oldalképek
Tartalom