Niewiarowicz, Roman: „Znajda”; Q 158

w 39 a Ale powladura panu, prowadzić dwie panny po naturze, to jakbyś dwa legawce prowadził. Co jeden w ta stron®, to drugi w druga • 1 koniec końców pogubili my się. le co tylko ich nie widno. A panna Krysia w domu ? :3C"? ^ <". - p*.;nie prezesie. tej chwili, (do drzwi Krysi) • rysiu I pan prezes Xolityáski przyszedł. KSYSIa CJej, zaraz, jeszcze nie mogę ! A Dzitka ? JBCGlżh Zaraz przyjdzie, (do prezesa) Ba małą chwileczkę będzie gotowa. i , (wstał, znowu usiadł, cigle z pudlem) Śliczno. Fłkitdh Eoże odłożyć ? PREZLS Hi®, kochaneóki, dziękuję. Ja to pozwolił sobie dis pan y Krysi przynieść z gr&tulacjeri. Kii e; ®y«4%e--ałotych pękłj, jak nic. (BOGDAN go mityguje) PREZES Toż drobiazg. Luciu • iadouio. proszę i hic, nic. w znaczeniu, że d tal. Przy oksźji a ja do paxiu doktora 1 jako padjent, lak ? Proszę bardzo, dłużę. Tylko to do dyskrecji pana doktora, (spojrzał na Florka) Florek, -oj złoty, zostaw nas ea..,vcü. Dobra I Jakby trzeba potrzyma' to zawołaj !(wyszedł do mieszkania) (zaniepokojony) Cóż potrzymać, kochaneáki ? Niech się pan nie niepokoi. Raz w nagłym wypadku poma­cał przy zakładaniu sondy i od tej pory pali się do medycyny. A víqc bucham. PREZES .3o to panna. Krysia tyl© naopowiadała o panu, że posta­nowił ja się u pana też poradzić. A z doktorami to jak na loterii. TysiąO pustych losów wyciągniesz sż na PUSZ 125 FI*. 3M PREZES BOGDAN PREZES bOGDiik PLClłEŁ r KBS Bociiu

Next

/
Oldalképek
Tartalom