Niewiarowicz, Roman: „Znajda”; Q 158
/to samo robi z Florkiem/ Tatuśku Florku, cieszysz się' /wreszcie oni ją chwytają i przemocą prowadzą do kanap; Sadzają pomiędzy sobą/ kwté j I mlą , siadaj i opowiadaj jak się wszystko odbyło I Biadaj i odpowiadaj ! a więc było tak. dyrektor miał do nes przemowę, potea rozdali nam świadectwa i... i już. To niewiele. Ale było cudownie I Panienki nie były w mundurkach, tylko w sukienkach wizytowych jak na prawdziwym przyjęciu I iu.b .o I dorosłe bab... (BOG SAS chrząka) panny, no pa. ! o j i tak obowiązkowo w cywilu. A jakże. Terenia I^lecka miałe śliczną sukienkę, całą jedwabną, bieloną, odel. Ale powiada® wam tatul ki, cudo I A Wandzia Lut ówna także jedwabną, bronzowa, cała w groszki, (z triumfem) Taka neciapkana, tak ? (apogl ,<m na Bogdana) Tak. rygl?d;ła j&k bóstwo. V góry marszczone, rękawy i kołnierzyk gładki, szeroki pasek z klamrą , do tego śliczne pantofelki, (porozumienie między nimi a propos rzeczy przyniesionych dla Krysi. KRYSIA orientuje się w bezwzględności swoich marzeń i zachwytów nad sukien kemi) Ale ja wolę mój mundurek. Odpruję tylko odznaki szkolne i będzie śliczna sukienka. Wystarczy jeszcze na długo. 0 z..-porani;, tam, lula i łzitka tu zaraz wpedną pożegna się, bo jutro wyjeżdżają na Itto. Dzitke przyjdzie pewnie ze swoi.a ojcem. Tym prezesem, teki śmieszny, zaYíöie mnie w rękę całuje, ile razy u nich jestem. Ghoe v«au koniecznie poznad. No to ten... tak... ldó Krysiu teraz do Bwego pokoju. A po co, anie tu dobrze z wami t