Rittner, Tadeusz: Odwiedziny o zmroku; Q 399

- 17 ­Pani: (poprawia sobie włosy i patrzy przytem na pana, uśmiechając się boleśnie) 0 tak, pan nie ma pojęcia, jakie to straszne! (obydwoje,drżą jak w febrze. Znowu głos dzwonka) Pan: (nerwowo, gniewnie, cicho) Kto dzwoni tak przeraźliwie? Pani: Mówię panu, to nic. Pan: Co? Pani: Innymi słowy: marionetka. Pan: Jak? Pani: Jaki pan blady! Pan: Boże, Boże, teraz wszystko jak dawniej... Pani: (cicho, spokojnie) W każdym razie niech się pan uspokoi, niech psan usiądzie. Pan: (wpatrując się w nią) Ja pani zupełnie nie poznaję.•. Pani: (jak wyżej) Musi pan udawać gościa. Rozumie pan? Pan: (stoi jak skamieniały, nieszczęśliwy, blady, tak mniej więcej jak na początku sceny; mechanicznie) Tak, tak... (Środkowe drzwi się otwierają, wchodzi Starszy Przyjaciel)

Next

/
Thumbnails
Contents