Świętochowski, Aleksander: Błazen; Q 397
- 24 ma wartość tylko w obiegu, a u nas z niego wycofana- Chciało się panu Pieleszom porządek w kraju zaprowadzić, prawa obywatelskie zabezpieczyć, panów kiełznać, powagę sądów wzmacniać, ustawy przerabiać - ot masz! Pr erobiii dziedzica dwustu włók na przyjaciela błazna. Zaraz mamy się wybrać w drogę? Michał: Zaraz. Marek: Albo nie należało kupić sobie jakiegoś urzędziku? Nie starostą lub koniuszym, to podstolim,cześnikiem, pisarzem, asesorem, na wierzch wypłynąwszy zawsze łatwiej w kłopotach się obracać. Ale bez niczego, bez żadnej godpości pośród samych tytułowiczów, a jeszcze w wojnie z nimi, to tyle znaczy, co dmuchać w żagiel, kiedy wiatr nie wieje. Biedny kalefaktor w 'szkołach, chociaż od profesora guzy odbiera, małych szlachciców w kozie ćwiczy. Oto jest korzyść urzędu. Kto na tej drabinie stoi, zawsze ma na niższym szcaeblu kogoś, którego w łeb kopnąć może. A ty, ojczulku, miałeś pod sobą tylko ziemię, jak trznadel,a nad sobą wojewodę, jak jastrzębia. Michał: Tak, Marku, głupi Pielesz, bardzo głupi. Marek: Tam, gdzie woźny z pozwem musi się jak złodziej skradać, a złapany baty odbierać, on spodziewał się najpotężniejszego pana sąd.em pokonać! Michał: Głupi Pielesz. Marek: Do ostatka. Czy nie rozumniej było błazna -wojewodzie o'Mać i za to majątki dostać? 1 sobie, i mnie