Niewiarowicz, Roman: „Znajda”; Q 158
KRYSIA FLOREK BOGDA U FLOREK BOGDAN FLOREK BOGDAN FLOREK BOGDAN FLOREK BOGDAN FLOREK BOGDAN FLOREK Jak pies. Zaraz zobaczę czy Jest Bogdan, /wstaje/ A tam jest jeszcze jeden pokoik niby mały trochę. Ale jest kanapka , to można spad. I wodo jest. To ja tam panience walizę zaniosę. Dobrze ? Panienka sobie rzeczy powyjmuje. A pościel to my Już z Bogdanem wykombinujemy. Proszę. /KRYSIA wychodzi/ Dziękuję. /ON z walizą za nią, zaraz wraca , zamyka za sobą drzwi, otwiera drzwi w głębi i woła na korytarz/ Bogdan. Bogdan. Bogdan. /sa sceną/ Jeszcze mnie nie n». Nie wróciłem. Nie wymałpiaj się, piorunem chodź tu. /BOGDAN wchodzi - FLOREK podniecony wciąga go/ Co się stało ? A stało. się. I ucisz pomóc. Sam nie dam rady. Tu trzeba inteligenta. Świadectwo lekarskie, że przejechany droczył się z twoją taksówką, i ona temu niewinna ? Nie wygłupiaj się. Tu chodzi o ważną rzecz. Więc gadaj. Zaraz, czekaj, siadaj i słuchaj. /BOGDAN siada/ Albo jesteś chłop z wiary chociaż inteligent, albo jesteś świnia, jak każdy inteligent/ Czy ty wreszcie. •• Czekaj, zaraz, Bogdan. Czy ty masz serce na swoim miej cu ? Mówisz ty nareszcie koniu po ludzku, czy nie ? Co Jest ? Ewa raz, już słuch^t,