Sobieski emlékkönyv. Sobieski III. János lengyel király halálának 300. évfordulója alkalmából rendezett konferencia anyaga - Komárom-Esztergom Megyei Önkormányzat Levéltára Évkönyvei 5. (Esztergom, 1999)
Dr Lajos Szakács: Oswobodzenie Ostrzyhomia (10-28 października 1683 r.)
Karola artyleria przez dwie godzinę wzmożonym ogniem ostrzeliwała zamek. Według szacunków z około 55 dział ostrzełiwujących zamek z prędkością 15-20 pocisków na godzinę oddano ponad tysiąc sztuk rozmaitych ładunków (kul, pocisków zapalających, wybuchających). Na efekt tej kanonady nie trzeba było długo czekać. O godzinie 11 wieczorem nadeszli posłowie tureccy i prosili o zgodę na opuszczenie fortecy. Dowódca artylerii polskiej tak utrwalił w dzienniku te radosne wydarzenie: „... raczej dzięki łasce boskiej, niż sile naszej w nocy z wtorku na środę przysłali posłów z listem, według którego ustępując przed siłą poddają się na wezwanie króla pana, prosząc jedynie o zachowanie życia i pozwolenie na zabranie najpotrzebniejszych sprzętów. Wyglądało na to, że nie powinniśmy odmawiać ich prośbie; czas już było zakończyć jakoś tę sprawę, na dodatek warunek był korzystny, bowiem nieczęsto się zdarzało, byśmy drogą kapitulacji wzięli fortecę, w której mieli dwa meczety, a ponadto w niewielu miejscach bronili się siłami 3000 łudzi, ok. 40 dział, mając dość amunicji i mnóstwo żywności. Ponadto można było liczyć na to, że wieść o łasce krółewskiej rozniesie się i innych też skłoni do poddania się. Przyjęliśmy więc propozycję. 27 października przed południem król wyznaczył swoich komisarz ów do rozmów z Turkami: chorążych poznańskiego i Zatorskiego. Zreasumowali oni warunki kapitulacji: po pierwsze, jedną z bram natychmiast mają otworzyć dla naszych, po drugie, więźniów mają puścić wolno, zbrojni otrzymają wolną drogę pod warunkiem, że opuszczą miasto nazajutrz przed świtem, zabierając ze sobą tylko co najpotrzebniejsze. Komisarze udali się więc do wyznaczonej bramy, a na życzenie królewskie fortecę poddać mieli nie nam, lecz cesarskiemu generałowi broni, Starhembergowi. Potem nadjechali książęta łotaryński i bawarski, by widzieć Turków przygotowujących się do drogi, którzy otrzymali królewskie słowo i rękojmię. " Sobieski w liście do żony z dnia 28 paźdzernika z nieukrywaną dumą opisuje to niemal niewiarygodne wydarzenie: „...Zdarzył P. Bóg cudem wielkim, że lubo trzy miał w tym mieście nieprzyjaciel meczety, poddał się tej nocy, to jest czwartego tylko dnia od obsydii, na imię moje, lubo nasze wojska, prócz brandenburskich, w to się nie mieszały, dla słabości i chorób. Z duszą tylko i z ręcznym orężem wychodzi to prezydium do Budy. O jacy tu dziś wszyscy weseli, wypowiedzieć tego niepodobna; a przed kilką dni nie było człowieka, co by mu się to zdać miało. Jest to forteca najprzedniejsza całego królestwa węgierskiego, arcybiskupstwo; zamek wielki bardzo na górze wysokiej i skale, miasto zaś na dole dookoła zamku. Było w ręku tureckich lat sto czterdzieści minęło w auguście. Tu wszystek stek łudzi rycerskich i pogranicznych i niby Kudak [pograniczny zamek nad Dnieprem] nasz polski, około którego bywały ustawiczne bitwy, tak żeby ścisnął garść tej tu ziemi, tedy by krew z niej wysiknęła. Dopieroć teraz jeszcze zjednałem sobie przyjaźń turecką, którzy mię zowią katem tureckim, że z mojej okazji tak wiele ich już naginęło; a z tym wszystkim wolą się przecie spuszczeć na moje słowo i dyskrecję niżeli na czyje insze. Tak tedy sławnie i pożytecznie dnia dzisiejszego tę tak trudną, krwawą i śmiertelną kończymy kampanię. Jutro o zimowych kwaterach, jako się nimi dzielić będzie, konkluzja stanie. (...)