Szaniawski, Jerzy: Zegarek; Q 398

- 1 ­(Dzwonek telef.) Szef: Firma Arten - słucham. A,moje uszanowanie pani pułkownikowej. Zegarek? W tej chwileczce (do pracownika). Dużo jeszcze jest roboty przy tym zegarku? Jan: Jeszcze na jakąś godzinę. Szef: (do telefonu) Da drugą,proszę pani, będzie zega­rek do odebrania. Tak... Ha drugą napewno...Moje uszanowanie pani pułkownikowej, (po chwili). Ho więc tak... Cóż teraz... A no jak skończysz z zegarkiem pani pułkownikowej, bierz się do tego budzika... a potem... no, potem zobaczymy... Zaraz wpół do pierwszej... J a teraz pójdę na gazetę do cukierni, a gdyby przyszedł jakiś po­ważniejszy klient - no to wiesz, gdzie będę, za­dzwoń do cukierni i ja w tej chwili przyjdę... Jan: Dobrze, panie szefie. Szef: Cóżby ci tu jeszcze?... Ho, rozumiesz, jak masz zrobić? Jan: Rozumiem. Przecież pan szef codziennie o tej po­rze idzie do cukierni- i zawsze załatwiam wszystko, jak należy. Szef: "Jak należy", "jak należy"... Mnie zostaw ocenę, czy wszystko jak należy. Zapewno, że nieźle dajesz sobie radę, ale... Ho, więc wychodzę i jak zwykle przyjdę za pół godziny. 0 pierwszej. (Otwarcie drzwi ze sklepu na ulicę ó zamknięcie). (Po chwili zaczynają bić zegary w sklepie zegarmistrza. Po razie biją rozmaicie. Wchodzi Mecenas)

Next

/
Thumbnails
Contents